Relacja bedzie pisana na biezaco. Bez watpienia bedzie wiec troche nieskladnie. W zwiazku z przyjeta formula tytul powstanie na koncu.

Bardzo mocne otwarcie ze strony dziennikarki TVP. To byl zaskakujacy ruch. Komorowski po swojemu - na okraglo.

Kontra Kaczynskiego. Dokumenty na stol – konkret w odroznieniu od gestu uscisku dloni ze strony Komorowskiego. „Ja myslalem, ze pan mi przyjdzie uscisnac reke, a pan mi tu dokumenty jakieś przyniosl” - jak samobojstwo, to efektownie. Zapowiada sie zupelnie inaczej niz poprzednio.

Jest wyraznie obustronna decyzja o ostrym starciu.

Kaczynski z werwa, konkretnie i caly czas do kamery. Troche za skomplikowany wywod, ale z widoczna pasja. Nie czeka na przepytywanie, sam wyciaga trudne tematy oraz się do nich merytorycznie odnosi.

Przeoczona okazja do mocnej kontry.- Porownanie idiotycznych slow Komorowskiego o splywajacej do Baltyku wodzie, do wypowiedzi Dorna nakazywala Kaczynskiemu odpowiedz - „Teraz pan rozumie dlaczego ten wiceminister nie powinien być prezydentem”.

Kaczynski ma trudnosci z wyzbyciem się charakterystycznej retoryki. Jest bardzo konkretny, ale to troche zagmatwane.

Wreszcie rozsadna strategia. Kaczynski odwaznie i wprost nazywa i opisuje stan faktyczny, a nie czeka na falszywe zarzuty spychajac się do tlumaczenia, ze nie jest wielbladem.

Dobrze – wysmiana karteczka z jakims smiesznym wykresikiem - troche za malo. Usmiechniety Kaczynski.

I runda – bardzo wyraznie Kaczynski, pogubiony i wyraznie zaskoczony Komorowski.

Rozluzniony Kaczynski, prostsze i efektowniejsze wypowiedzi.

Komorowski ma trudnosci z powrotem do rownowagi.

Komorowski ciagle nie rozmawia z kamera, ale z dziennikarzami i ignorujacym go Kaczynskim.

Dziennikarka z TVN znokautowala Komorowskiego – no, ale nie kazdy dziennikarz lubi udawac idiote potakujac drugiemu idiocie, ze nie jest idiota.

Spokojnie i stanowczo Kaczynski. Coraz więcej dobrze prezentujacego się luzu. Refleks w szybkiej wymianie zdan z dziennikarka na temat G-20.

Ciezkie okladanie Komorowskiego. Troche przykro patrzec. To juz sa ciezkie knockout. Konkrety, z odniesieniem się i przypomnieniem kretynizmow Komorowskiego. No wreszcie.

Oj, Komorowski stapa po cienkim lodzie z torystami. Zeby za chwile nie zabolalo. Zabolalo. Po co mu to było ?

„Trzeba...wspierac...rozwoj...gospodarczy...” - Komorowski podgrzany do temp. wrzenia. Teraz to już wyraznie bredzi regulki. Powtarza, ze wszystko wszystkim da, bo ma 5 dzieci.

Kaczynski zapomnial o rozmowie z widzami – szkoda.

Potezny knock down. - Przytoczone glosowania Komorowskiego.

Koniec drugiej rundy – 2:0 dla Kaczynskiego. Mocno pogubiony, poteznie poturbowany Komorowski.

Ponizej pasa i zalosnie Komorowski w nawiazaniu do s.p. Lecha Kaczynskiego. Kaczynski skwitowal to usmiechem. Ma racje.

Polacy na Bialorusi i udzial Rosji, czyli podgrzewamy wigilijna kolacje na Wielkanoc.

No i doczekal się ostrej reprymendy za tekst o Lechu Kaczynskim. Kolejny knockout. Jaki ten Komorowski glupi.

Bardzo ostre okladanie Komorowskiego. Kaczynski go masakruje. To już nawet nie jest roznica klasy. Usmiechnij się tylko czasem i wroc z rozmowa do kamery.

Wreszcie do kamery. Wypomniany brak doswiadczenia w rzadzeniu Komorowskiego. Mocne. Komorowski, jak uczniak wyciagany przez Kaczynskiego do tablicy z seria pytan. Nawet nie probowal odpowiadac. 

No wreszcie na tle wspanialego Kaczynskiego widac mizerote Komorowskiego. „Będę prowadzil... które w moim przekonaniu ... mogą ...” - tyle się właśnie na tym zna.

W tym stanie Komorowski nie będzie wiedzial, jak trafic do swojego naroznika.

Komorowski znowu zaczyna agresywnie atakowac, wyraznie klamiac w temacie Afganistanu.

Komorowski doszedl już chyba do wniosku, ze musi sprowokowac pyskowke.

Kaczynski znowu zapomnial o kamerach.

Bardzo wazny będzie efekt koncowy. Może pozwolic Komorowskiemu, czesciowo przynajmniej, zatrzec fatalne wrazenie.

Wyuczony tekscik na zakonczenie ze strony Komorowskiego. Tego z Konstytucja nie zrozumialem.

Kaczynski bez litosci kopie Komorowskiego w swoim wystapieniu.


 

Wyrazne trzy – zero. Zadnych watpliwosci.